Ratujemy Smoka Wawelskiego
Pierwsza wyprawa rozpoczęła się od tego, że do naszej świetlicy w Olszanicy przyszedł list.
„Pomóżcie! Smok Wawelski chce odejść na emeryturę, bo uważa, że jest stary i brzydki, w dodatku zaginął”.
Nasza misja polegała na odnalezieniu Go i przekonaniu, żeby został na Wawelu.
 |
Nie mogliśmy pozostać obojętni na ten apel, więc już w sobotę rano wyruszyliśmy z przystanku w Olszanicy. |
| Pierwszy trop był bardzo słodki, Smok zostawił wyraźny ślad w cukierni, w dodatku mogliśmy zjeść pączki. Zostawił także list, a w nim była zaszyfrowana informacja, że jest u fryzjera. |
|
|
Niestety to nie był fryzjer dla smoków, więc musieliśmy szukać dalej. Na szczęście szybko odkryliśmy smoczego kuzyna, który siedział na ławce, koło nieznajomego pana. |
Znów złapaliśmy ślad, prowadził prosto do …szewca. Tak, tak, tego samego Szewca Dratewki, który już dawno zaprzyjaźnił się ze Smokiem. Niestety, tu już Go także nie było. Smocze buty zabrała Szewcowa, więc pobiegliśmy jej tropem nad samą Wisłę.
Okazało się, że stąd to już …kilka siedmiomilowych kroków do Smoka. Musieliśmy tylko przekonać Smoka, żeby został na Wawelu.
W tym celu zbieraliśmy podpisy osób, które nie chciały, aby smok Wawelski odszedł na emeryturę. Podpisało się mnóstwo ludzi, nawet jeden obcokrajowiec.
Później robiliśmy sobie zdjęcia ze Smokiem (wcale nie jest stary ani brzydki!), obejrzeliśmy jego jamę, ale nie chcieliśmy w niej zostać na dłużej.
Jedliśmy czekoladki i w końcu mogliśmy odpocząć na trawie.
Uff… ale pasjonująca wyprawa, szkoda, że z nami nie byliście!
|